piątek, 25 kwietnia 2014

Wielkanoc po węgiersku

Wielkanoc (Húsvét) na Węgrzech wygląda z grubsza podobnie, jak w Polsce, jest to takie samo święto katolickie z poprzedzającym go postem, procesją i zwyczajem malowania pisanek. W niedzielę palmową nie kupuje się jednak przed kościołem palem – do domu zabiera się poświęcone w kościele gałązki wierzbowe, nie ma też tu zwyczaju święcenia święconki.

Jeszcze 15-20 lat temu na węgierskiej wsi popularny był śmigus-dyngus, ale on też wyglądał inaczej, niż w Polsce: mężczyźni i chłopcy chodzili po domach mniej i bardziej znajomych osób, wylewając na głowy kobiet i dziewcząt perfumy, w zamian dostawali czekoladowe zajączki i… pieniądze. Pod koniec dnia byli już nieźle obłowieni. Z biegiem lat zwyczaj ten przestał się jednak podobać i coraz więcej rodzin dosłownie ucieka z domu drugiego dnia świąt, nie narażając się w ten sposób na niechciane wizyty. Obecnie w święta wielkanocne na Węgrzech zapełniają się hotele i pensjonaty, trasy górskie oblegane są przez turystów, organizuje się też mnóstwo programów na świeżym powietrzu.

A jak wyglądają zwyczaje wielkanocne w Mezőkövesd, regionie ludowym Matyó?





Dla mieszkańców miasta i przyjezdnych gości organizowanych jest w leżącym w centrum miasta skansenie Hadas mnóstwo programów.




Czeka na nich np. degustacja potraw świątecznych, pokaz malowania jajek, stragany z rękodziełem ludowym, jarmark staroci, jazda konna...





i występy zespołów ludowych.