środa, 11 listopada 2015

Bélapátfalva – wycieczka na łono przyrody!



Przyjeżdzający do mnie na wczasy goście opowiadają mi często, co zwiedzili w okolicy, jakie mieli przygody i jakie podziwiali widoki. W takich momentach zawsze sobie przyrzekam, że ja też  w końcu pojadę na wycieczkę, wymyśliłam już nawet dokąd – do Bélapátfalva!
Kiedyś myślałam, że nazwa tej (leżącej 40 km na północny zachód od Mezőkövesd, na skraju Bukowego Parku Narodowego) miejscowości pochodzi od męskiego imienia Béla (po polsku podobno Wojciech), okazało się jedak, że ważniejszy jest drugi człon – apát. Apát (czyt. opat) to po polsku opat (dziwne, jakie te języki są jednak do siebie podobne :).
W XIII. wieku powstało tu opacto Cystersów, dziś możemy tu zwiedzić najlepiej zachowany kościół neoromański na Węgrzech.


 
Zdziwiłam się niezmiernie, jak okazało się, że ma on stronę w j. polskim:

Ze wsi do kościoła prowadzi droga, ale ja pójdę leśną ścieżką (o nazwie Apátsági Gyalog Ösvény) na piechotę.


Stamtąd jest już tylko rzut beretem do wzgórza o nazwie Bél-kő, ze szczytu którego roztacza się piękna panorama.

Zamknięta niedawno pobliska fabryka cementu wyszarpała wierzchołek tego wapiennego wzgórza, dziś jest ono już pod ochroną, na szczęście, bo rośnie tu kilka rzadkich odmian roślin.



Kiedy już ponapawam się pięknymi widokami, zejdę w dół, trochę po skosie, aby dojść do ukrytego w lesie jeziora Lak-völgyi i odszukam bijące tam źródełko o kryształowo czystej wodzie.  


A na koniec wrócę do Bélapátfalva, aby odwiedzić jeszcze wystawę malowanej tu ręcznie porcelany.