piątek, 3 czerwca 2016

Co się zmieniło w Mezőkövesd - spostrzeżenia Pani Iwony (1)

W tym roku Pani Iwona z rodziną przyjechała na wczasy na kąpielisko termalne do Mezőkövesd na jeden z pierwszych turnusów. Po powrocie do Polski wysłała mi długiego maila, w którym podzieliła się ze mną swoimi uwagami. Są to niezwykle cenne informacje, dlatego ja dzielę się nimi z Państwem. Oto, co napisała:

"Teraz trochę spostrzeżeń - może przydadzą się zainteresowanym:)

1. Winiety na autostrady węgierskie bez problemu zakupimy zaraz przy wjeździe do Tornyosnemeti; mała budka po prawej stronie, oraz w barze przy parkingu. Miłe panie dobrze rozumieją po polsku, z resztą mają wydrukowane ściągi - wystarczy pokazać palcem, o jaki rodzaj winiety nam chodzi. My kupiliśmy w barze dla kierowców, bo budka z racji położenia tuż przy drodze była oblegana, a samochody blokowały przejazd. Za to kilkanaście metrów dalej w barze pusto i wygodny parking plus możliwość skorzystania z łazienki:). Piktogramy przy wejściu do baru wyraźnie wskazują możliwość zakupu winiet.

2. Jakość węgierskich artykułów spożywczych znacznie się poprawiła. W miejscowym sklepiku ABC dostępny świetny chleb z mąki pełnoziarnistej, bez polepszaczy ( piekarnia Kurdi Family z Andornaktalyi). W Coop-ie rewelacyjne soki (zwłaszcza pomidorowy), dżemy i pasty przyprawowe z serii coop, ceny bardzo przystępne. W Tesco doskonały węgierski nabiał - seria z charakterystycznym motywem węgierskiej flagi. Ostatnio śmietanę 18% o tak wybornym smaku jadłam w dzieciństwie (tak, tak!). Masło 82% bez dodatków! (podkreślić na czerwono, bo "nasi" płaczą, że Węgrzy masła nie mają i smarują smalcem.Nie wiem, gdzie oni ten smalec znajdowali, bo ja zawsze natykałam się na to pyszne masło:)
Twarogi i sery do wyboru do koloru. Świetne piwo:)! A wszystko w cenach porównywalnych z polskimi.
Śmiało można udawać się na zakupy do lokalnych sklepów i nie przywozić jedzenia z Polski. Trzeba tylko trochę poszukać:) Nam wystarczyły dobre chęci, słownik i uśmiech w stosunku do sprzedawców:) No, może jeszcze znajomość chemii ( syn jako przyszły biolog i spec od jakości żywności zaraził nas swoją pasją do poszukiwań dobrego jedzonka:) Warto spróbować kiełbas i wędzonej słoniny lokalnej produkcji - w Tesco otwarto małe stoisko przy wejściu. Wyjątek uczyniliśmy na rzecz rodzimych parówek i frankfurterek - te węgierskie, choć nawet drogie, zawierają zbyt dużo zbędnych i niekoniecznie zdrowych dodatków.

3. Jedzenie w barach na basenach warte wypróbowania. Polecamy zwłaszcza nasz ulubiony bar Levendula. Przemiły chłopak wraz z pomocnikami rozumiejący po polsku i posługujący się angielskim poleci pyszne danie i pomoże przy wyborze. A jedzenie tam znakomite, choć mogło by się wydawać, że skoro wszędzie serwują to samo, to nie powinno być różnicy. A jednak... My zamawialiśmy potrawy typowo węgierskie, jak bogracz gulasz, babgulasz, langosze, paprykarz z kluseczkami. Porcje ogromne: u nas kotlet, to u nich dwa spore kotlety - soczyste, dobrze usmażone, chrupiące, nie ociekające tłuszczem. Plus dodatki w postaci frytek ,ziemniaków, sałatek, itd.

4. Owoce, a zwłaszcza węgierskie truskawki... ach, ten smak i aromat! Obok basenów co prawda drożej, ale jak się komuś nie chce jechać do miasta, to cena nie najgorsza, zwłaszcza po południu. Cena w porównaniu do naszych zwala z nóg, ale przez ten tydzień nie zbiednieliśmy, a takiego smaku niestety u nas próżno szukać.
Wybór warzyw i  ich ceny zdecydowanie lepsze w Tesco."